Wybrałem się po raz kolejny do Lasu Bronaczowa, a było to jeszcze 27 lutego. Pogoda była nawet udana, resztki śniegu, drzewa jeszcze oczekujące wiosnę, a ja w najlepsze robiłem sobie zdjęcia. Lubię tam przyjeżdżać, bowiem jest stosunkowo blisko Krakowa i las zawsze to las daje wiele radości, kiedy mogę choć trochę być w nim. I tak chodząc sobie w najlepsze chciałem koniecznie dojść do dębów które rosną po drugiej stronie strumyka. I właśnie moja przygoda była nad tym strumykiem. Kiedy chciałem przejść po małej kładce...w padłem po kolana do wody. Uf! ale niespodzianka. Całe buty zamoczone i skarpetki i spodnie. Ach jak ja to zrobiłem? No cóż, nici z dalszych zdjęć. Szybko wróciłem do auta i chciałem szybko wracać do domu by się nie przeziębić. Ale pomyślałem wysuszę się tu i może uda mi się wrócić jeszcze do lasu. I tak zrobiłem, było mi nawet ciepło, owinąłem nogi tym co miałem i po chwili rozgrzany poszedłem dalej na plener. Po powrocie wszystko w domu musiałem zmienić, ale warto było tam pojechać. I dobrze w tym wszystkim, że nie zamoczyłem aparatu. A teraz trochę zdjęć z wyprawy do Lasu Bronaczowa.

 |
To tu wpadłem do wody |